Co mogłabyś kupić sobie na Święta, ale tego nie zrobisz?

Podobno nigdy nie jest za późno.  Obawiam się, że w tym wypadku jednak jest – za chwilę  Święta i jeśli wszystko dobrze poszło, to kupiłaś już prezenty dla całej rodziny, masz spisaną listę zakupów i potraw co najmniej od dwóch tygodni, a choinka od kilku dni stoi już kompletnie ubrana. Jeśli jesteś perfekcjonistką, to pewnie umyłaś jeszcze okna. Jak bardzo się mylę? 😉

Ten tekst miał być zupełnie o czymś innym. Zauroczona polskim dizajnem, miałam w planach wrzucić krótką fotorelację z targów Zaprojektowani Dizajn & Wnętrze i zimowego Kiermashu w krakowskim Forum.  Z moich planów zostało mi tylko to, co tam kupiłam (update: już zostało niewiele). Ponieważ dla mnie Święta mogą trwać cały rok, uparcie będę twierdzić, że ten tekst znajdzie swoich czytelników nawet po Bożym Narodzeniu. Bo dlaczego nie zrobić sobie prezentu z okazji „poświątecznej”? Można przecież celebrować to, że właśnie się skończyło świętować. Miło czasem zrobić sobie prezent. Zwłaszcza jak od długiego czasu było się na zakupowym głodzie (zakładam, że doskonale znacie to uczucie). Poza tym, pojadę właśnie stereotypem, my kobiety, nie umiemy żyć bez zakupów, nie oszukujmy się.  Nawet, jeśli miałybyśmy kupić tylko przedłużacz do mieszkania (ja znajdę każdą wymówkę). Jednak można mieć mniejsze wyrzuty sumienia, gdy zainwestuje się w dobre marki i dobrą jakość. Wtedy jest tak trochę lżej i ma się satysfakcję, że wspiera się m.in. polskich twórców – a jest ich mnóstwo! Fascynują mnie ludzie, którzy wkładają całe swoje serce w to, co tworzą i mają odwagę by działać po swojemu.

Co mogłabyś kupić sobie na Święta, ale tego nie zrobisz?

Święta

Zarówno na Targach, jak i Kiermashu udało mi się upolować kilka rzeczy, które z pewnością kupię jeszcze nie raz. Miłym zaskoczeniem były produkty portugalskie, które sprzedawali uroczy, aczkolwiek trochę smutni Portugalczycy prowadzący sklep „A Mesa”. Nie mogliśmy się powstrzymać – sentyment do Portugalii po podróży poślubnej jest jeszcze silniejszy. Zaopatrzyliśmy się w pasztet z tuńczyka i tuńczyka z batatami – nawet najtańszy portugalski tuńczyk w puszce jest o niebo lepszy od tych z naszych sklepów.  Była też kawa „Delta”, pyszne suszone figi (bez porównania z polskimi producentami), gulasz z ośmiornicy i inne kuszące pszysmaki, które tylko czekają, aż je pochłonę. Niedługo panowie ruszają ze sklepem internetowym, więc warto zajrzeć, żeby ich ucieszyć 🙂 Skoro już mowa o jedzeniu, to radzę szybko zakupić konfitury wiśniowe korzenne w Cherry Tree. Od dwóch lat mój świąteczno-zimowy klimat podkręcały konfitury pomarańczowe, które dodawałam do wszystkiego, ale ich czas się skończył. Nikt mi nie płaci za ich chwalenie (dziwne, prawda?), ale muszę to napisać – to są najlepsze konfitury jakie jadłam (no, może oprócz dyniowo-morelowych z dzieciństwa)! Na szczęście w Krakowie jest wiele punktów, gdzie można je nabyć stacjonarnie (m.in. Stary Kleparz), więc nie omieszkam się tam udać.
Na Kiermashu zaopatrzyliśmy się też w hipsterskie skarpetki od Many Mornings, które właśnie mam na sobie. Jeśli nie przetrą się po pół roku, to będę szczęśliwa 😉 Mają dużo wzorów, więc każdy znajdzie tam coś dla siebie. Deseczki od Oldtree już Wam pokazywałam tu. Świetnie sprawdzają się do zdjęć, ale też jako interesujące uzupełnienie wystroju wnętrz. W ofercie Oldtree ma również piękne, drewniane zegary, lampy i deski. Z każdym kawałekiem drewna obchodzą się z miłością, co widać było na targach.

I już prawie na koniec – moje odkrycie, czyli Mokosh Cosmetics. Jestem uzależniona od ich żurawinowego masła do ciała! Słowo „zakochałam się” wcale nie będzie przesadą. Masło cudownie pachnie świętami. Z moim używaniem kosmetyków jest tak, że potrafię kupić dużo balsamów, olejków, śmietków i innych, po czym kurzą się w łazience przez następny rok. Potem odkrywam, że już straciły datę ważności i lądują w koszu. Dlatego fakt, że to masło leży na mojej szafeczce w sypialni i potrafię je zabierać ze sobą do torebki, świadczy, że to ma ono jakieś magiczne właściwości.  Planuję jeszcze rzucić się na balsam melonowo-ogórkowy i peeling kawowo-pomarańczowy. Kosmetyki są w pełni naturalne. Brzmi wspaniale!

Natomiast wisienką na torcie są plakaty od Jakie słodkie. Naprawdę, kocham tak utalentowanych ludzi, a jeśli ktoś jeszcze potrafi przekuć pasję w biznes, to nie mogę się temu oprzeć. W sklepie można kupić wydruki ręcznie wykonanych, pięknych akwareli. Do nas leci właśnie plakat z kawą – nie mogę się doczekać aż zawiśnie w naszym czekoladowym przedpokoju 🙂

Mam nadzieję, że Was zainspirowałam do odpowiedniego celebrowania czasu poświątecznego. A prezentów przecież nigdy za wiele! Poniżej zostawiam Wam kilka zdjęć z Targów Zaprojektowani Dizajn & Wnętrze. Ku inspiracji!

 

święta

Święta

 

dsc_0930
farfala-desing

dsc_0941

Heca Studio

kupuj polskie marki

dsc_0895
Rzeczy same
dsc_0961
Felt stories

dsc_0944

Dodaj komentarz

Czy widziałeś już
Sweet Shopa?