wydanie_ebooka

Wydanie własnego eBooka – 10 ważnych wniosków.

Czy wydanie własnego eBoooka to bułka z masłem? No nie. Czy można się przy tym wielu rzeczy nauczyć? I to ilu! Niedługo minie miesiąc od publikacji Bardzo Słodkiego, a ja mam już swoje pierwsze wnioski.

Czy Canva to najlepsze narzędzie do składania eBooka?
Czy warto inwestować pieniądze w powstanie eBooka, nie wiedząc czy to się w ogóle zwróci?
Czy zawsze warto pytać o wszystko swoją społeczność?

Jeśli myślisz o swoim własnym produkcie online, dla Ciebie też mogą być przydatne! Zostawiam Cię z moimi przemyśleniami i powoli zabieram się za pracę nad eBookiem inspirowanym naszym pobytem w Portugalii, na szczęście, już bogatsza o doświadczenie Bardzo Słodkiego 🙂

Wydanie własnego eBooka – 10 ważnych wniosków

Praca w Canvie to nie zawsze najlepszy pomysł.

Canva to jest naprawdę świetne narzędzie do projektowania grafik! Da się w nim zrobić zaproszenia, wizytówki, posty na Facebooka, a nawet eBooka! Znajdziesz w nim bazę zdjęć, elementów graficznych, którymi możesz urozmaicić swój projekt. Co do tego robienia eBooka w Canvie mam jednak wątpliwości. O ile jest to mała publikacja, to spokojnie można w niej pracować. Ale zrobienie ponad 100 stronicowego eBooka z przepisami to była dla mnie trudna droga. A raczej dla nas, bo M. potem długo siedział i poprawiał wszystkie moje niedociągnięcia 😀 Nie jest to najlepsze narzędzie do składania tekstu, wszystko jest uproszczone, nie ma twardej spacji, bardzo często trzeba było przez to poprawiać cały tekst. To też program, w którym pracujesz online, więc zawsze istnieje szansa, że coś może pójść nie tak.

Taki eBook z przepisami też jest specyficznym tworem – niby masz powtarzające się elementy graficzne, ale raz lista składników jest dłuższa, raz krótsza, innym razem musisz zostawić jakąś adnotację, więc każda strona przepisu wygląda jednak trochę inaczej.

W czym można składać wBooka? W programach Keynote i IBooks Author (do których mają dostęp użytkownicy Maców), w In Designie i Photoshopie, a niektórzy nawet tworzą eBooki w… Power Poincie. Wszystko zależy, które narzędzie będzie dla nas najbardziej intuicyjne i przystępne. Zakładam, że jeśli nie jesteś grafikiem, po prostu wybierzesz Canvę. I dobrze! To zawsze jest dobry początek, bo nie ma co się frustrować ucząc się obsługi nowego programu. Jeśli wybierasz taką opcję, najlepiej jednak skonsultuj się z grafikiem, który mógłby zrobić Ci korektę składu tekstu, albo chociaż dać Ci kilka wskazówek. Uwierz mi, po takiej konsultacji nie patrzę już tak samo na tekst w publikacjach 😀

Skorzystałam również z kursu Dziewczyn z Nieszablonowego Shablonu o tym, jak składać eBooka w Canvie, i to też jest dobry punkt wyjścia dla osób, które startują. Ale to był tylko jeden z elementów pracy nad wizualną stroną eBooka.

Zainwestuj w wiedzę!

Nie udawaj, że na wszystkim się znasz, jeśli tak nie jest. Ciężko jest być specjalistą we wszystkim i wcale nie musisz nim być! Czasem wystarczy trochę poczytać, jeśli nie ma się w ogóle pojęcia o wypuszczaniu swojego produktu online. Czasem niewiele wystarczy, żeby zacząć i to, że nie wiemy wszystkiego, nie może nas zniechęcać. Dla mnie np. taki marketing sprzedażowy na dłuższą metę jest jakąś tajemną wiedzą. Podobnie jest z reklamami na FB czy Instagramie – nie znam się na tym i już. Stwierdziłam więc, że wykupię jeden z pierwszych webinarów Dagmary Kokoszki-Lasoty, która pracuje dla Pani Swojego Czasu, żeby wiedzieć ciut więcej i przestać podchodzić do tego jak do jeża. I ten jeden webinar tak mi poukładał w głowie, że bez niego najprawdopodobniej praca nad wydaniem eBooka wyglądałaby zupełnie inaczej. Zmiany na stronie, zmiana w myśleniu – proces sprzedażowy to prostu to jeden z elementów pracy, nad którym muszę przysiąść, jak nad każdym innym. To nie znaczy, że wiem już wszystko! Ale zrobiłam jeden krok, by zwiekszyć moją świadomość w tym temacie. Jeśli bym go nie wykupiła, to też bym sobie poradziła, ale pewnie z innym skutkiem.

Trzeba tylko uważać, żeby nie zafiksować się na tym inwestowaniu w wiedzę i myśleniu, że dopóki nie wiem wszystkiego, z niczym nie ruszę. Albo jeśli wszystko nie będzie idealne, to w ogóle się za to nie zabiorę. Po to wypuszcza się pierwszy produkt, żeby przejść przez wszystkie etapy jego tworzenia, móc potem wyciągnąć wnioski i ulepszyć kolejny produkt. Jak inaczej się nauczysz?

Nie da się inaczej.

Skorzystałam też z konsultacji i pomocy dwóch graficzek. I pewnie nie zrobiłabym tego, gdyby jedna z nich z bardzo dużym wyczuciem i uprzejmością, nie dała mi feeedbacku na temat jednej z moich prac. Dopiero wtedy w mojej głowie pojawił się pomysł, by skorzystać z takich usług. Czy się opłacało? Jeszcze jak! Ja przecież nie jestem grafikiem. Jeśli zaczynasz, nie musisz od razu szukać grafika, który złoży za Ciebie całego eBooka, bo przecież i ja wszystko potem robiłam już sama. Ale może znasz kogoś, kto się na tym zna i chętnie Cię wesprze?

Wiem też, że przerażające jest to całe zaplecze techniczne – newslettery, płatności, sklep na stronie. Ja nie wiem czy sama bym to ogarnęła, gdyby nie M., bo ja po prostu nie mam do tego cierpliwości. Ale przecież jest mnóstwo dziewczyn, które same stawiają sobie stronę, integrują ze sobą te wszystkie narzędzia, o których nie mają pojęcia i wypuszczają swoje kursy i produkty. Tak naprawdę, wszystko jest na wyciągnięcie ręki, nie za wszystko trzeba płacić, wystarczy poświęcić trochę czasu na znalezienie tego, czego potrzebujemy i wdrożenie w życie. Krok po kroku. Możesz w takiej sytuacji wybrać: czy chcesz komuś zapłacić i mieć więcej czasu na tworzenie, czy jednak chcesz zaoszczędzić i poświęcić czas na samodzielne poradzenie sobie z tymi wszystkimi tematami, których nie rozumiesz.

Jasne warunki współpracy

Mimo niezależności jaką daje tworzenie własnego produktu, zakładam, że nad wydaniem eBooka pracujesz częściowo z innymi ludźmi. Potrzebujesz korekty tekstu, może jakiegoś grafika albo nawet programisty, jeśli zdecydujesz się na taką opcję. Masz dwa wyjścia.

  • Zaproponować komuś zlecenie za pieniądze. Tak, wiem, może być ci szkoda kasy, bo przecież masz na tym zarobić, ale to naprawdę jest inwestycja. Spisujesz umowę, masz wszystko czarno na białym, wiesz czego możesz oczekiwać i wymagać, przechodzisz na komunikację biznesową. Druga strona też ma jasność co do warunków współpracy – wszyscy zadowoleni. A jeśli nie, to umowa wszystko reguluje.
  • Zróbmy to po znajomości. Wtedy nie możesz niczego za bardzo wymagać, bo druga strona chce Ci pomóc, ale przecież nie musi stosować się do deadline’ów. Nie musi być pod ręką w wyznaczonym czasie, wielu rzeczy nie musi – i to może być problem. Trudniej się się wtedy komunikować – bo jeśli nie spodoba Ci się to, co zrobiła Twoja znajoma? Jak to przekazać? Przecież ktoś to zrobił po dobroci i nie będzie poprawiał Twojego projektu całymi dniami, bo dwie kreski były krzywe. I nie mówię tu o wskazówkach, które możesz dostać od znajomego, który się zna, ale o sytuacji, gdy ktoś chce coś konkretnego dla Ciebie zrobić i jest to ważna część Twojego projektu, ale nie chce za to pieniędzy.

Której opcji nie powinnaś wybierać? No właśnie. Pieniądze nigdy wszystkiego nie załatwią, ale pieniądze za zlecenie i umowa dużo ułatwiają, a na pewno porządkują role w takim projekcie. Ja wiem, że to wygodne, gdy ktoś chce zrobić dla nas coś za darmo. Ale to jest wygodne do czasu. Nigdy nie wiesz jak sytuacja się potoczy. Jeszcze możesz być bardzo niemiło zaskoczona, sypnie Ci się plan projektu, a relacja ze znajomą szybko się zakończy. A tego nie chcesz.

 

Plan jest niczym, planowanie jest wszystkim.

O tak! Bardzo Słodki nie powstałby w 1.5 miesiąca z dzieckiem przy nodze, gdybym nie miała planu. Ja nadal nie umiem w dalekosiężne strategie, ale tworząc i testując przepisy trzymałam się swojego planu i rytmu. Zawsze wiedziałam co mam zrobić kolejnego dnia, co muszę kupić, jaki jest plan B, gdy jeden przepis mi nie wyjdzie.

Plan i systematyczność.

Wieczorem spisywałam od 3 do 5 przepisów do zrobienia na drugi dzień, robiłam też listę zakupów. Rano miałam czas na szukanie inspiracji, spisywanie kolejnych pomysłów. W trackie drzemki K. szłam na zakupy albo zaczynałam piec. Jeśli przepis się udał, siadałam do spisywania wszystkiego do pliku w komputerze. Zdjęcia robiłam tego samego dnia albo na drugi dzień. Siadałam od razu do obróbki i przerzucałam zdjęcia na dysk zewnętrzny, żeby mieć backup.

I tak praktycznie codziennie. Wszystko kręciło się wokół pieczenia.

Ale! Plan nie jest dla mnie czymś, czego nie mogę zmienić. Bo w tym wszystkim najważniejsza jestem ja i samopoczucie mojej rodziny. Plan trzeba mieć, ale trzeba być na tyle elastycznym, żeby móc go dostosować do warunków w jakich się znajdziemy. Co zrobić gdy K. ma płaczliwy dzień, potrzebuje, żebym była blisko? Przecież nie powiem mu, że mama teraz koniecznie musi zrobić tiramisu truskawkowe i niech lepiej znajdzie sobie jakieś zajęcie. Albo gdy sama źle się czułam, nie cisnęłam za wszelką cenę, byle osiągnąć swój dzienny cel, tylko włączałam sobie jakiś serial, szłam na kawę albo bawiłam się z Kajtkem. Bez spiny.

Jeśli nie udało mi się wyrobić mojej założonej dziennej normy, próbowałam to nadrobić kolejnego dnia albo przekładałam to na weekend. Gdy wiedziałam, że trudny dzień przed nami, wybierałam łatwiejszy przepis, który miał największe szanse powodzenia, by pozytywnie nastroić się do dalszej pracy. Jak przez kilka dni z rzędu nic nie wyszło tak, jak chciałam, odpoczywałam.

Wiedziałam też jakie treści chcę publikować wokół Bardzo Słodkiego, ale…. Nie umieszczałam tego w kalendarzu publikacji. I Uważam to za błąd, bo wszystko trzymałam w swojej głowie. Cały czas trudno mi się pracuje w takich ryzach i konkretnych terminach, jakby były czymś, co mnie ogranicza. Ale to paradoksalnie mocno uwalnia głowę i porządkuje. Być może mogłam zrobić więcej w tym temacie, gdybym sobie to dobrze rozplanowała, ale zrobiłam wystarczająco. Słodki Newsletter, lead magnet ze wskazówkami do pieczenia, grupa na Facebooku,  Insta Stories i pokazywanie całego procesu od kuchni – tu wszystko się działo w moim tempie i po mojemu. Ale wiem, że gdybym miała to wszystko konkretniej zaplanowane, bardziej mogłabym się skupić na tworzeniu przepisów i spokojnym dopinaniu wszystkiego na ostatni guzik.

to jest naprawdę ciężka praca

Niektórym może się wydawać, że wydanie eBooka jest bułką z masłem: piecze sobie, robi zdjęcia, wrzuca to do sieci i już! Samo się stało, samo się zrobiło, samo się sprzedało. Czary mary!

Z perspektywy czasu myślę, że miałam zabójcze tempo. Z wiadomych względów, musiałam skończyć w określonym czasie – na początku czerwca mieliśmy wrócić do Polski, a sens miało tylko stworzenie go w Porto, w tych warunkach jakie mieliśmy. Pierwszy raz pracowałam tak systematycznie przez tak długi czas. Pomagał mi rytm pracy i podział opieki nad K., bo M. spędzał z nim naprawdę dużo czasu. Nie mieliśmy przecież Dziadków pod ręką, żeby trochę odetchnąć, więc trzeba było sobie jakoś radzić. Na początku czułam niesamowity wiatr w żaglach i to przekonanie, że to na pewno się uda – fantastyczne uczucie! Wiedziałam, że przyjdą gorsze dni, ale i z nimi umiałam sobie poradzić, bo starałam się na bieżąco zadbać o swoje potrzeby. Ale tuż przed premierą czułam ogromne zmęczenie. Prawdę mówiąc, do tej pory czuję skutki tego czasu i nie wiem kiedy znowu uda mi się złapać rytm pracy na nowo 🙂

Kiedy jesteś sama sobie pijarowcem, grafikiem, fotografem, marketingowcem, sekretarką, copywriterem, specem od social mediów – to wszystko może być mocno obciążające. Na dodatek, uwierz mi, pracujesz praktycznie 24/h i musisz się mocno pilnować, żeby znaleźć przestrzeń na odpoczynek. Dlatego tak ważne jest planowanie i rozłożenie tego w czasie. Dlatego, przygotuj się na ciężką pracę, jeśli zabierasz się za wszystko sama. Czy mimo wszystko warto? Bardzo warto!

produkty elektroniczne to bajka

I nie piszę tego dlatego, że same na siebie zarabiają, bo to bull shit. Sprzedaż produktu nie kończy się na tygodniu promocji, tylko trzeba wiedzieć co z nim zrobić dalej. Mam już doświadczenie w sprzedaży produktów fizycznych (pewnie tego nie wiesz, ale miałam sklep z rękodziełem. To były moje początki bycia na swoim) i to jest tak ogromna różnica!

Nie muszę pakować każdego z produktów, pamiętać czy jest zapas pudełek lub taśmy, nie muszę pędzić na pocztę z jedną paczką 4 razy w tygodniu i zastanawiać się czy czegoś nie pomyliłam. Nie boję się, czy wszystko dojdzie w całości, bo jeśli nie dojdzie, to wiem, że mam dodatkową robotę. Nasze mieszkanie nie jest zawalone produktami ze sklepu, nie muszę sprzątać po każdym pakowaniu (pakowanie wianków? Masakra). Sprzedaż produktów online to zupełnie inny poziom!  Nawet nie wiesz jaką ulgę czuliśmy podczas sprzedaży Bardzo Słodkiego!

Oczywiście, jeśli marzą Ci się produkty fizyczne i będziesz ich mieć baaaaaardzo dużo, to lepiej to zlecić wysyłkę zewnętrznej firmie. Choć podejrzewam, że na początku działalności nikt tego nie robi, bo nie ma się na to kasy. Są też takie osoby, które uwielbiają cały proces pakowania i dopieszczają każdy szczegół, ale po 200-setnym pakowaniu kartonowego pudełka i karteczek z podziękowaniem, raczej będzie to miało mało wspólnego ze słodko-pierdzącym wyobrażeniem o byciu na swoim 🙂 Sad, but true.

 

Wsparcie potrzebne od zaraz

Piszę to z perspektywy bycia mamą (prawie) dwulatka, która nie ma dostępu do niani, nie ma też Dziadków na wyciągnięcie ręki. Czyli, generalnie nie mam szans na 8-godzinny czas pracy, tak jak na etacie lub gdyby K. chodził do żłobka. Co w takiej sytuacji? Mam szczęście, że mój mąż może mieć elastyczne godziny pracy, to dla niego nie problem, żeby przejmować K. dużo częściej niż w normalnych warunkach.

Cała praca nad Bardzo Słodkim to team work i nie wyobrażam sobie robić tego inaczej, bo bym się zarżnęła, brzydko mówiąc. Od początku do końca traktowałam pracę nad eBookiem jako wspólny projekt. I nie tylko dlatego, że M. zajmował się kwestiami technicznymi. Jeśli on by mnie w tym czasie nie wspierał, realnie spędzając czas z K., czasem rezygnując z niektórych spotkań w pracy, nie udałoby mi się skończyć eBooka na czas premiery.

Wiem, że nie wszystkie mamy mają taki luksus. Ja nie mam siły pracować wieczorami i po nocach, ale wiem, że tak niektóre kobiety działają i to im się sprawdza. Dlatego tak ważne jest wsparcie, kiedy chcemy próbować zrobić coś własnego. Nie tylko takie emocjonalne, psychiczne, choć ono też jest bardzo ważne, ale przede wszystkim to namacalne. Kiedy ktoś Cię spyta: co mogę dla ciebie zrobić, żeby cię odciążyć? Jeśli nie usłyszysz takiego pytania, sama poproś o pomoc, to nie zbrodnia ani okazanie słabości, a facet nie zawsze wszystkiego się domyśli.

Prośmy o wsparcie, jeśli go potrzebujemy, nie musimy być wiecznie Zosiami-Samosiami. I jeśli wiesz, że w domu panują ciężkie warunki, by mieć przestrzeń na swoje własne działanie, nie wymagaj od siebie zbudowania imperium w miesiąc. Może Twoje dziecko potrzebuje Cię teraz bardziej? Może jeszcze musisz chwilę zaczekać? A może wcale nie musisz mieć czegoś swojego, tylko dlatego, że inni mają? Sama pomyśl, co w tym momencie jest Ci najbardziej potrzebne.

 

Niezależność jest ważna.

Wydanie eBooka pokazało mi, jak bardzo lubię moją niezależność. A jednocześnie wymagał on współpracy z innymi ludźmi, więc dostałam też to, co lubię – kontakt z innymi.

To jest MÓJ produkt. Nikomu nic nie jestem winna, nie muszę z nikim ustalać zasad, nie muszę się z nikim dogadywać – mogę zrobić wszystko na własnych warunkach. Bardzo potrzebowałam tego poczucia wolności. To niesamowite, że wyjeżdżając do Portugalii miałam w planach zawiesić działalność i pójść na wychowawczy. Nie wiedziałam już co robić, idea warsztatów fotograficznych jednak przestała mi odpowiadać i nie chciałam w to iść. Ciągle gdzieś byłam zależna od kogoś, a ci „inni” mieli też swoje projekty, więc czasem idea współpracy się rozjeżdżała.

Nie widziałam tego, że mam wystarczająco dużo, by móc coś zrobić samej. I to pod samym nosem! Dlatego własny produkt jest czymś idealnym dla ludzi, którzy lubią pracować na własnych zasadach, w swoim tempie, bez czyjejś wizji nad sobą. Dla mnie to jest game changer i na razie w tym upatruję moją dalszą ścieżkę zawodową. Czuję się, jakbym nagle przycisnęła odpowiedni guzik i otworzyły się jakieś drzwi, które długo nie chciały się otworzyć. Jakie to uczucie? Zarąbiste!

Może Ty też to już wszystko masz pod samym nosem, tylko tego nie widzisz? Ja długo nie uznawałam umiejętności pieczenia i wiedzy z nim związanej, za coś bardzo wartościowego. Ale to przecież tym zajmowałam się w sieci najdłużej! Wykorzystałam więc to, co miałam i dałam sobie szansę. Tylko tyle i aż tyle.

9. Rób wszystko po kolei!

Rób wszystko po kolei!

To jest bardzo praktyczny wniosek. Ja naprawdę myślałam, że będzie szybciej, jeśli podeślę tekst do korekty w częściach – korektor sprawdzi pierwszą część, w tym czasie będę pracować nad drugą, ale już coś tam będę miała zrobione.

Błąd! Poza tym, oddałam pliki do korekty nie w takiej kolejności, w jakiej ostatecznie pojawiły się w eBooku – w pierwszej części korekty były przepisy z drugiego rozdziału, w trzeciej części były te z pierwszego, itd. Miałam potem dwa razy więcej pracy, żeby sobie to wszystko poukładać.

A co powinnam najpierw zrobić?

Powinnam zrobić wszystko po kolei: napisać wstęp, część „o mnie”, spis treści, instrukcje i wskazówki, a dopiero potem przepisy, które powinnam wysłać do korekty według kolejności w jakiej miały być w eBooku. Wtedy nie miałabym poczucia totalnego chaosu. Dlaczego od tego nie zaczęłam? Miałam problem z częścią „o mnie” i to mnie tak zablokowało, że nie byłam w stanie z niczym ruszyć, dlatego przeszłam od razu do przepisów. Kolejny wniosek? Nie zostawiać najtrudniejszych etapów na sam koniec.

To samo dotyczy graficznego składania eBooka – miałam jakiś wstępny szkic pierwszych stron, ale to za przepisy zabrałam się najpierw. Błąd! Projektujemy wszystko po kolei, tak, jak pojawia się w eBooku. Inaczej masz poczucie, że już przecież coś stworzyłaś, ale ciągle nie masz początku – czyli bardzo ważnych części eBooka! Nie pracujesz wtedy ze spokojną głową, a ten brak pierwszych stron ciągle masz z tyłu głowy, co absolutnie nie pomaga się skupić. Nigdy więcej!

 

To ja decyduję o tym, jak będzie ostatecznie wyglądał mój produkt

Społeczność jest bardzo ważna, bez niej nie ma nic w internetowym świecie! I tak, to głównie dla niej tworzysz swój produkt i powinna mieć duży udział w procesie jego powstawania. Dlatego pytałam o okładkę, podsuwałam dwie nazwy eBooka do wyboru, pomysły na przepisy, które się mogą pojawić, pokazywałam proces powstawania – to wszystko składa się na udział społeczności w tworzeniu produktu.

Ale nie pytałam publicznie o cenę, jaką ktoś może zapłacić za Bardzo Słodkiego. Dlaczego? Bo tylko ja wiem ile włożyłam w niego pracy, ile pieniędzy w jego powstanie i na ile wyceniam moją pracę. Kto inny mógłby to wiedzieć? Jeśli ktoś jest zainteresowany, a cena eBooka nie będzie równowartością komercyjnego lotu w kosmos, to i tak kupi Twój produkt. Ale jeśli zaniżysz cenę swojego produktu, myśląc, że w ten sposób więcej osób go kupi, przyzwyczaisz innych, że właśnie tyle jest warta Twoja praca. Jeśli będziesz chciała kiedyś podnieść ceny, możesz spotkać się z dużym niezrozumieniem. Poza tym, produkt jest tyle wart, ile ktoś jest w stanie za niego zapłacić. Czy cena Bardzo Słodkiego w normalnej sprzedaży miała wynosić 55 złotych? Nie. Czy był to dla mnie ławy temat? Najtrudniejszy ze wszystkich.

Jest jeszcze jeden wątek – nie da się dogodzić wszystkim! Dlatego pytanie na każdem etapie o zdanie swojej społeczności, jest działaniem trochę wbrew temu o co chodzi w stworzeniu WŁASNEGO produktu. Jeśli np. marzysz o tym, żeby w eBooku było dużo koloru różowego, ale nie wiesz czy to się komuś spodoba, więc pytasz: różowy czy niebieski? Ludzie wybiorą niebieski i co wtedy? To trochę przerysowany przykład, ale jeśli wybierzesz niebieski, to już zaczynasz działać wbrew swojej wymarzonej wizji. Co jeśli na każdym etapie będziesz zadawać takie pytania? Czy to nadal będzie taki produkt o jakim myślałaś? Nie wiesz czy komuś spodoba się różowy eBook? Spraw, żeby się w nim zakochali! Bądź elastyczna, ale nadal wierna swojej wizji.

I na sam koniec.

Czy twórcy z małą społecznością mogą sprzedawać?

TAK! Po 2 tygodniach od premiery sprzedałam ok. 130 eBooków. Dla mnie to dobry wynik, w końcu dopiero zaczęłam. Pozwolił mi też zainwestować w kolejny produkt, dzięki któremu będę rozwijać dalszą działalność. Nie oczekiwałam wielkich kokosów, pieniądze były dla mnie produktem ubocznym, ale jednak ważnym produktem ubocznym. Nie ma też co udawać, że własne produkty tworzy się tylko dla satysfakcji. Tworzy się je po to, żeby zarabiać. Ja chcę zarabiać – chcę dzięki pieniądzom realizować swoje pomysły i marzenia.

Nie miejmy problemu, żeby otwarcie o tym mówić.

Jeśli wszystkim dookoła będziesz powtarzać „to tylko hobby”, to tak inni będą traktować to co robisz.

– Ja tylko sobie dziergam po nocy, to nic takiego.

– Ja lubię to robić, nie potrzebuję na tym zarabiać.

– Nie chcę za to pieniędzy, robię to dla przyjemności.

Ile razy takie zdania padały z Twoich ust? Jeśli sama nie będziesz traktować na serio tego co robisz, jak inny mają to brać na poważnie?

Widzisz, taka jestem mądra po wypuszczeniu jednego eBooka! 🙂
Czy moje wnioski były dla Ciebie pomocne?
Daj znać w komentarzu!

Pozdrawiam Cię,
Magda

bardzo-slodki-ebook

Dodaj komentarz