Wstyd (nie)wypisany na twarzy

Pink Lady Food Photographer of the Year – konkurs dla fotografów kulinarnych, który od kilku lat po cichu obserwuję z boku. Chyba najważniejszy w branży. Prestiżowy. Długo żyłam z takim przekonaniem, że może kiedyś, jak już będę pewna, że robię świetne zdjęcia, wtedy się zgłoszę. Tym razem stwierdzam, że nie chcę czekać na idealny moment. Zapisuję się. Wpłacam 30 funtów i wybieram kilka zdjęć, które lubię i uważam za całkiem niezłe. Wiem przecież, że w tym konkursie biorą udział niesamowicie zdolni ludzie – ci doświadczeni, ale też początkujący amatorzy. Wszyscy z poczuciem, że może się uda, może ktoś doceni ich pracę. Czy liczyłam po cichu, że będę jedną z tych osób? Pewnie! Inaczej po co miałabym w ogóle startować? Do konkursu zgłasza się kilka tysięcy osób, przechodzi kilkaset. Wyniki pierwszego etapu mają przyjść w marcu, nie przychodzą. W końcu dostaję maila. Żadne z moich zdjęć nie przeszło.

Bum.

Pierwsza myśl? Nie jestem wystarczająco dobra. M. mówi, że mu przykro i pyta jak się z tym czuję. W sumie jeszcze nie wiem, trawię. Był zawód, pojawiło się zwątpienie – po co w ogóle mam robić zdjęcia? Samo przyznanie się do tego sprawia, że w żołądku czuję ścisk. Potem widzę kto ze znanych mi osób z Polski się dostał. Znowu w głowie myśli, że z czym do ludzi. Bo inni są lepsi, wiadomo. Kiedyś zamknęłabym się w sobie, odreagowała rozczarowanie na kimś, kto był tuż obok, zrobiła awanturę o byle co i poszła sobie popłakać. A jednak tak się nie stało.

I gdyby nie ta sytuacja, ten tekst prawdopodobnie nigdy by nie powstał.

Wstyd nieoswojony

Zepchnięty, zamknięty w klatce emocji, niechciany – wstyd. Nie potrafimy go przeżywać. Nie chcemy. Udajemy, że go nie ma, bawimy się z nim w chowanego. Tuszujemy jego obecność jednocześnie nakładając poranny make up – kolejnym uśmiechem, czekoladką albo lampką wina. Wszystko jest ok – tak chcemy mówić innym, gdy pytają.

Jak nie pytają, to czasem lepiej.

Paraliżuje nas i bierze jako swoich zakładników. Terroryzuje strachem i chce pokazać gdzie nasze miejsce – dla niego jesteśmy słabi i niewarci miłości. Boimy się, że ktoś dowie się jacy jesteśmy naprawdę, że nie wszystko nam w życiu jednak wychodzi, że czegoś nie potrafimy, że może nie jesteśmy tacy fajni, jak o sobie myślimy i jak chcemy, żeby o nas inni myśleli.

„Wstyd w pełni opiera się na strachu. Boimy się, że inni nas nie pokochają, kiedy dowiedzą się, jacy naprawdę jesteśmy, skąd pochodzimy, w co wierzymy, ile wysiłku musimy wkładać w niektóre rzeczy albo też (choć trudno w to uwierzyć) jak wspaniale się czujemy.” Brene Brown „Dary niedoskonałości”*

Wiele razy w swoim życiu mierzyłam się ze wstydem. Po iluś latach już nauczyłam się, że muszę toczyć walkę, żeby nie był silniejszy ode mnie, żeby nie wmawiał mi rzeczy, które nie istnieją, żeby nie spychał mnie do roli nieudacznika, ofiary i słabego ogniwa. Dlatego zaczęłam mówić głośno i otwarcie o swojej historii. Pamiętam mój pierwszy tekst dla Aletei. Tak bardzo chciałam, żeby był właśnie o tym, choć to nie był dla mnie pierwszy raz w dzieleniu się swoim życiem. Kiedyś mówienie komuś, że mój tata był alkoholikiem było dla mnie niewyobrażalne. Nie zawsze zapraszałam do siebie koleżanki, nie miałam idealnego domu, nie jeździłam na wakacje za granicę. Alkoholik w domu? Patologia, temat tabu. Bo wyśmieją, bo się odsuną, bo zostanę sama. Z czasem było inaczej. Gdy ja sama oswajałam się z moją własną historią, gdy uczyłam się przebaczać i radzić z konsekwencjami choroby i nieobecności mojego taty.

Po publikacji tamtego tekstu któregoś dnia dostałam wiadomość od mojej znajomej, z którą razem chodziłyśmy do liceum. Mój tekst ją oburzył, bo według niej… obnażyłam się kosztem moich bliskich. Bo o takich rzeczach nie mówi się głośno. Bo to są rodzinne sprawy. Czyli… powinnam się wstydzić mojej historii. To było dla mnie bardzo trudne doświadczenie, ale nie dałam sobie tego wmówić. Emocjonalny przekaz tej wiadomości zrozumiałam dopiero wtedy, gdy napisała mi, że jedno z jej rodziców jest również alkoholikiem. Z czasem zobaczyłam, że dużo prościej jest powiedzieć, że ma się rodzica alkoholika, bo to namacalne, zauważalne, a już nie tak łatwo niektórym jest podzielić się tym, że nie doświadczyli we własnym domu miłości, że nikt ich nie przytulał, nie mówił o emocjach. A to też patologia, tylko bardziej subtelna. U takich ludzi na zewnątrz wszystko jest ok, w środku zgliszcza, bo mówienie o tym głośno to też wstyd – trzeba przecież doceniać ponad wszystko, że miało się przyzwoitą rodzinę, obiad na stole, zajęcia pozalekcyjne i wakacje nad morzem.

Wstyd na kozetce

Kolejny raz mocno starłam się z tematem wstydu, gdy zdiagnozowano u mnie zaburzenia lękowo-depresyjne. Nie potrafiłam się z tym pogodzić – dlaczego akurat mnie to spotkało? Co czułam? Wstyd. Wstyd, bo stwierdziłam, że pokonał mnie mój własny lęk. Bo już myślałam, że wszystko będzie dobrze. Po mojemu. Przecież za pół roku wychodzę za mąż i muszę napisać magisterkę! Wstyd, bo jak komuś wytłumaczyć, że nie spotkam się z nim na mieście, bo zwyczajnie boję się, że dostanę ataku paniki w tramwaju? Wstyd, bo przez ponad rok brałam antydepresanty, a przecież normalni ludzie nie biorą psychotropów. Leki otumaniają, nie słyszeliście tych bzdur?! Ktoś, z kim wszystko jest w porządku nie chodzi do psychiatry! Bo dla świata okazałam się słaba, potrzebująca wsparcia i zrozumienia. Bo nie wszyscy nasi znajomi mówią o jakikolwiek swoich potknięciach, słabościach i trudnościach. O tym się nie mówi. Bo ktoś to wykorzysta, spojrzy na ciebie inaczej, więc rozmowy lawirują między „u nas ok”, a „niedługo jedziemy do Hiszpanii”. Więc na przekór sobie i wszystkim myślom, które nosiłam, mówiłam głośno, że zmagam się z zaburzeniami psychicznymi. I jedyne co wtedy słyszysz w środku to przeraźliwy krzyk: NIE OTWIERAJ SIĘ PRZED NIKIM! Czy bałam się niezrozumienia, wykorzystania, poczucia bycia inną, niekompletną? Jeszcze jak. Ale im częściej mówiłam o moich zmaganiach, tym więcej osób otwierało się i mówiło o swoich. Nagle okazywało się, że nie jestem sama. Jest nas więcej. A dzięki temu, wstydu jest coraz mniej. Publicznie powiedziałam o tym dopiero wtedy, gdy urodziłam Kajetana, czyli nie tak dawno. Cały czas się z tym oswajam, nigdy nie wiem czy ktoś tego nie wykorzysta. Ale czy wyobrażam sobie trzymanie tego w tajemnicy, bo co inni powiedzą? Nie, to nie mój styl życia. 🙂

Na głęboką wodę

Jest jeszcze jedna sprawa, która przez pewien czas napawała mnie wstydem. Takim zżerającym od środka, bo nie spełniłam swoich własnych wymagań, a te, jak wiadomo, zawsze są największe. Napisanie o niej dziś jest dla mnie terapeutyczne. Gdy odeszłam z mojej niegdyś wymarzonej pracy, która okazała się być ogromnym rozczarowaniem, nie do końca wiedziałam co ze sobą zrobić. Przez rok pracowałam w Stowarzyszeniu Wiosna w dziale PR-u i marketingu. Marzyłam o tej pracy. Robiłam świetne rzeczy z grupą ciekawych ludzi, cały czas się uczyłam czegoś nowego, rozwijałam swoje umiejętności. Dzięki Wiośnie jestem tu, gdzie jestem, nie boję się tego powiedzieć, ale odeszłam ze względu na nadużycia i zły stan psychiczny. Wybrałam siebie. Na tapecie były wtedy przygotowania do ślubu, który miał się odbyć za kilka miesięcy, miałam kończyć równocześnie magisterkę, do tego doszła diagnoza zaburzeń i trochę się posypało, a raczej ja się rozsypałam. Zbierałam się z pomocą M., psychologa, coacha i tekstów, które pisałam dla Aletei. Wiedziałam wtedy, że nie wrócę na etat. A skoro nie wrócę, to zdecydowałam pójść na swoje i przy okazji… założyć sklep internetowy. Z czym? Z plakatami! Akurat wróciłam do malowania po kilkunastu latach, więc czemu nie, zostanę kulinarną blogerką z własnymi produktami do powieszenia na ścianę 😀 Potem do plakatów doszły wianki w ramach przypominania sobie o swoich dawnych pasjach. Czy miałam z tego fun? Miałam! Czy mi się to opłaciło? Patrząc chłodnym okiem ekonomisty – nie. Czy było warto? Wiem tam gdzieś głęboko, że tak. Rzuciłam się na głęboką wodę bez wcześniejszej nauki pływania, strategii i zapasów, by przetrwać. Wydawałoby się, że to nieco bezmyślne. I tak na to patrzyłam, gdy zdecydowałam jednak o zamknięciu sklepu, wiedziałam też jakie popełniłam błędy. Wstydziłam się ich przed samą sobą. Ale tylko ja wiem, że ta spontaniczna decyzja o zrobieniu takiego kroku w tak trudnym dla mnie czasie była czymś, czego bym wcześniej NIGDY nie zrobiła. Bo mój chory perfekcjonizm by na to nie pozwolił. Bo cały czas bym się do kogoś porównywała. Bo dla mnie idealne było lepsze od zrobionego. Musiałam pogrzebać na chwilę wizję siebie jako bizneswoman w szpilkach i garniturze, która robi interesy życia i się zdystansować 😀 I choć nie wiem czy po macierzyńskim będę chciała dalej być na własnej działalności gospodarczej, to już jedno doświadczenie mam za sobą. Nie do końca pozytywne, ale nie chcę by te resztki wstydu, które mi po nim zostały, przeszkodziły mi w podjęciu kolejnych decyzji.

Wszyscy mamy tak samo

Co jest w tym wszystkim pocieszające?

Według Brene Brown są 3 rzeczy, które trzeba wiedzieć na temat wstydu:

  • Wszyscy go odczuwamy. Wstyd jest jednym z najbardziej powszechnych i podstawowych ludzkich doświadczeń. Nie odczuwają go tylko takie osoby, które nie znają empatii i nie tworzą więzi z innymi.
  • Wszyscy boimy się mówić o wstydzie.
  • Im mniej mówimy o wstydzie, tym w większym stopniu wpływa on na nasze życie.

No to co z tym wstydem? Co z nim teraz robię? Rozmawiam, piszę. Oswajam wstyd. Nie chciałam nikomu mówić, że się zgłaszam do konkursu, bo bałam się poczucia wstydu i porażki. Kiedyś ten wstyd zeżarłby mnie w całości, położył do łóżka i uziemił na kilka dni z poczuciem, że do niczego się nie nadaję. A jednak nie fochnęłam się, że teraz to już aparatu nie wezmę do ręki, że nic nie upiekę i generalnie to pocałujcie mnie w tyłek.

„Wstyd powoduje, że czujemy się mali i wadliwi. Wydaje się nam, że nie jesteśmy wystarczająco dobrzy. Jeśli chcemy się na niego uodpornić – zyskać umiejętność rozpoznawania wstydu i przechodzenia przezeń bez utraty poczucia własnej wartości i autentyczności – musimy porozmawiać o tym, dlaczego go doświadczamy.” B.B.

Mówię w końcu M., że jednak też mi przykro, bo mi zależało. Na początku czuję dyskomfort, bo przyznaję się do jakiejś słabości, bo muszę się pożegnać z wizją, którą miałam w mojej głowie. Ale rozmowa o wstydzie powoduje, że on znika. Takie proste, a takie genialne! I jeszcze…racjonalizacja! Czy jeden konkurs definiuje to, czy mam talent? Czy wszystko musi się udawać za pierwszym razem? Dlaczego mam takie wyobrażenie, że sukces to kwestia jednej decyzji i szczęścia, a nie ogromu pracy, prób i wysiłku? Ludzie, którym się udało, podejmowali setki, jak nie tysiące prób zanim wszystko zagrało. SETKI. TYSIĄCE. Nie, że raz wpadli na pomysł, nie udało się i na razie.

Podziałało.

Nie musisz od razu publicznie przyznawać się do rzeczy, które są dla ciebie trudne. Idź, porozmawiaj z mężem, zadzwoń do przyjaciółki, umów się do psychologa. Po prostu nie pozwól, by wstyd na stałe rozpanoszył się w twoim „środeczku”  (M. próbując czasem się do mnie dobrać, pyta: No co się dzieje u ciebie w środeczku?)

Baaardzo polecam też obejrzeć animację w temacie wstydu autorstwa Przeciętnego Człowieka (w oparciu o Brene), na którą trafiłam ostatnio! (klik,klik). 

*Uwielbiam Brene, bo mówi o rzeczach niepopularnych. Wstyd? Lepiej posłuchać o motywacji, sukcesie i szybkim zarabianiu pieniędzy (hłe, hłe). Kto jeszcze nie zna Brene, polecam jej dwa wystąpienia na TEDzie, by choć trochę zrozumieć o co jej chodzi i na czym polega fenomen jej pracy.

Mam nadzieję, że dobrnęłaś/dobrnąłeś do końca. To dla mnie ważny i mocny tekst. I tak, chciałabym, żeby dotarł do jak największej ilości osób (nie wstydzę się już do tego przyznać!). I Ty możesz mi w tym pomóc, udostępniając go i zostawiają komentarz 🙂

Pozdrawiam Cię,
Magda

Cały czas możesz zapisać się na Wystarczająco Dobry Newsletter!
https://sweetspoon.pl/newsletter

Niepublikowane treści, plakaty i kalendarz co miesiąc do pobrania. Widzimy się w każdy poniedziałek!

24 Comments

  1. Hmm jakbym czytała o swoim życiu…..tata alkoholik, o matko ciągle się tego wstydzę…..pomimo, że większość znajomych, przyjaciół o tym wie….własna działalność gospodarcza, która od roku raczkuje, żadnego progresu…..dzięki Magda za ten tekst!!!

    1. Jakaś cząstka wstydu zostanie chyba z nami na zawsze. Może z powodu tego, co tak naprawdę się straciło i już nie odzyska? Trzymaj się mocno!

  2. Dzięki Magda, dobry tekst i świetnie napisany, lubię Cię czytać. Ja ciągle pracuje nad rozbieraniem porażki na części, nie umiem przejść nad nią od tak do porządku. Myślę sobie, że to nie jest takie złe bo jak już ją przetrawię i przeanalizuje to drugi raz nie popełniam tych samych błędów a nawet jeśli… choć zawsze kosztuje mnie to sporo. Z opinią innych jest słabiej ale lepiej niż było wciąż widzę zależność mojego samopoczucia od odbioru ale potrafię coraz lepiej radzić sobie z krytyką. Mam gdzieś z tyłu głowy tekst który powtarza mi mój Ł – Jesteś odpowiedzialna tylko za swoje emocje i uczucia a to, że ktoś ma z tym problem … to jego problem.

    1. Monia, najważniejsze to być w drodze – uczyć się, próbować, składać się wciąż na nowo. I tak całe życie 🙂 Nie wiem czy jest człowiek, który kompletnie miałby w nosie to, że mu czasem nie wyjdzie, albo że reakcja ludzi na to, co robi jest inna, niż by chciał. Może po prostu z każdym kolejnym razem przezywa się to inaczej, ma więcej narzędzi by sobie z tym radzić. Dobrze Twój Ł. powiada! 🙂

  3. Dziękuję za Twoje teksty, Magdo 🙂 Jak ja lubię, je czytać. Takie są pełne normalności, autentyczności i poszukiwania prawdy. Dobrze, że piszesz. Pozdrawiam 🙂

  4. Lubię tego wewnętrznego obserwatora, który uczy się przerabiać te lekcje w życiu. Wiem, że dzięki takim doświadczeniom możemy być silniejsi i za tę możliwość jestem wdzięczna. Wdzięczna również za każdy ból, który sprawił, że jestem tu gdzie jestem. Życzę takiego podejścia do sprawy każdemu, kogo spotykają ciężkie chwile. Odpuszczenie, oddanie życia Górze i kontemplowanie chwil. Ściskam Cię 💛 I

  5. Zawsze gdy pojawia się nowy tekst od Ciebie z pośpiechem klikam i z ciekawością zabieram się za czytanie.
    Dziękuję za każde z tych słów! ❤

    1. Danusia, jak widać, jestem mistrzem w odpowiadaniu „od razu” na komentarze 😀 Bywam silnym człowiekiem. Dzięki za Twoje słowa!

Dodaj komentarz